| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
PRZENOSZE SIE
na: http://willsee.blox.pl/html
sobota, 14 sierpnia 2010
BEDA GOTOWE NA JUTRO

poniedziałek, 07 czerwca 2010
LENISTWO
Temperatura codziennie w granicach 30 stopni, ogromna wilgoc, wiszace burze, niskie cisnienie... nie chce sie z lozka wychodzic. Wiec tak leniuchuje i dziekuje za wynalezienie klimatyzacji i za powrot do lat 80-tych, bo nie ma nic wygodniejszego niz legginsy. Dziekuje za fat free lody, ktore moge jesc do woli i za smietanke orzechowa do kawy, ktora ostatnio pije tonami. Dziekuje za NETFLIX, i za "My name is Earl", dzieki ktorym zabijam czas na wygodnej kanapie z mezem, ktory jest idealnym partnerem do leniuchowania. 
Ale, zeby nie bylo niejasnosci, to nie czuje sie z tym dobrze. Potrzebuje sie wyrwac z letargu i zaczac cos robic, tylko za bardzo nie mam natchnienia ani pomyslow. Potrzebuje znalesc sobie jakies hobby, albo zajecie, cos produktywnego, pozytecznego, ciekawego. Zaczelam sie nawet zastanawiac nad powrotem do szkoly... a wlasnie, czy jak sie studia konczy to oddaja index? Ja nie mam pojecia gdzie jest moj. A przydalby sie jezeli sie faktycznie na powrot do szkoly zdecyduje.
Ok, ide po lody...
czwartek, 27 maja 2010
Ohhh...
zapomnialam zlozyc zyczenia na dzien Matki! A rozmawialam z rodzicielka... nieladnie, nieladnie...
środa, 19 maja 2010
DZIS KOSCIELNIE

Szukalismy w weekend lokalnej winiarni. Drogowskaz byl, ale tylko jeden, prowadzacy do nikad i nici z lokalnego wina. Za to byl kosciol z napisem:

If God would have a fridge, your picture will be on it.

Dzis Father Jerry targowal sie ze mna o cene kory pod roslinki..., i o same roslinki tez.

niedziela, 02 maja 2010
KERMIT ZA OCEANEM

Przyszedl poobserwowac jak robie grzadke kabaczkowa.

środa, 28 kwietnia 2010
ZLY DZIEN

Z samego rana zgubilam swoja karte bankowa, ubralam sie nieodpowiednio do pogody i bardzo mi zimno, i wlasnie zasiadlam do splesnialego jogurtu. Minela 14:00. Do konca dnia zostalo jeszcze duzo czasu...

wtorek, 27 kwietnia 2010
WYJAZDY

Nie ma to jak weekendowy wypad, szczegolnie kiedy rutyna sie wkrada, praca zaczyna denerwowac i ogolna irytacja codziennymi sprawami nie chce nas opuscic. Dobrze bylo wyciagnac paszport i odpowiedziec na szereg dziwnych pytan. Dobrze bylo przez trzy dni martwic sie tylko tym gdzie zjemy i gdzie pojdziemy. Tylko tym. Przy okazji mielismy duzo szczescia. Trzy dni w Kanadzie i trzy pory roku.

Pierwszy dzien - jesien: bylam przekonana, ze male miasteczko Niagara Falls to misato duchow. Oprocz tego, ze na ulicach sporadycznie mijalismy ludzi, to tylko mrzawka i ogromna mgla byla naszym towarzyszem. W restauracji, gdzie wpadlismy na obiado-kolacje, oprocz jeszcze jednej pary i obsugujacej kelnerki, nie bylo widac nikogo. Kanada znikala i pojawiala sie na naszych oczach - doslownie:

 

Wieczorem milo bylo zaszyc sie w hotelowym pokoju z widokiem na wodospady. Do tego wielka wanna, dobra muzyka, wino i maz...

Dzien drugi - zima: podczas dlugiego spaceru przez okolo piec minut platki sniegu zaczely tanczyc w powietrzu. Bez czapki, szalika, bamboszy i grubej zimowej kurtki sie nie obylo.

 

Poplynelismy "Maid of the Mist" z grupa innych "smerfow" pod same wodospady. Wialo, woda pryskala, rece przymarzaly do barierek lodki, ale co sie widzialo, przezylo i odczulo to nasze. Wielkim plusem mroznej, zimowej pogody, byl brak przytlaczajacych tlumow, ktore zaszyly sie w pobliskim kasynie, i przy dzwiekach maszyn, spadajacych zetonow, rozkoszowaly sie hazardem. My, po krotkim spacerze po salonach gry i rozpusty udalismy sie do kasynowej restauracji i tam przy kanadyjskim piwie i bardzo dobrym jedzeniu obserwowalismy kazdego przechadzajacego sie glownym korytarzem. Wszystko zakonczone nocnym spacerem. Bajka.

Dzien trzeci - wiosna: po dwoch dniach patrzenia na wodospady, wsiedlismy w samochod i po 20 minutach wysiedlismy w miescu rownie pieknym, pelnym parkow, winnic, ogrodow botanicznych... Porobowalismy kanadyjskiego wina... hmmm...

podziwialismy motyle w konserwatorium...

Dotarlismy tez do uroczego miasteczka Nigara on the Lakes. Idac wprost przed siebie, mijalismy butiki, sklepy z winami, dzemami, antykami, kawiarenki. Wyprzedalismy tlumy innych spacerowiczow tak samo jak my palajacych sie wolnym dniem i sloncem.

Gdy po kilku minutach wedrowki, ludzie zostali daleko w tyle, przed nami pojawilo sie jezioro Ontario. Jakby sie dobrze przyjzec, daleko, daleko na horyzoncie, rysowaly sie cienie Toronto. Ale tam to moze innym razem.

Jestem zachwycona Kanada. Osiem godzin samochodem, ten sam jezyk, troche inny akcent, a jaka odmiana!

niedziela, 25 kwietnia 2010
NIAGARA

piątek, 02 kwietnia 2010
APRIL FOOL's DAY?

Pracuje dla landscaping company (nigdy nie wiem jak to przetlumaczyc), gdzie kazdy biega w bluzach z kapturem, dzinsach/bojowkach, wielkich butach itd.To w ramach wstepu. A dzisiaj: 
Siedze w pracy robiac to co sie w pracy robi przy biurku z komputerem i dostepem do internetu, kiedy z impetem wpada facet w garniturze i pyta: 
- Czy to jest lazienka? - pokazujac na drzwi za moimi plecami. Kiwam glowa i zaraz jak facet znika za zamknietymi drzwiami, wygladam przez okno a tam moj szef pokazuje mi kciuka do gory. Ok, jestem bezpieczna, rozumiem. Dziwne? Zdarza sie. Ale:
Facet w garniturze caly czas rozmawia przez telefon, nawet za tymi zamknietymi drzwiami. A ja chcac nie chcac slysze:
- A teraz mnie slyszysz? A teraz? O! Teraz lepiej? Swietnie, to sluchaj, przyjezdzaj, mialem byc na pierwsza, ale przyjechalem wczeniej. Tak, klient jest w tej chwili ze mna.
Odglos spuszczajacej wody, kran, otwieraja sie drzwi, facet w garniturze wybiega dalej mowiac cos przez telefon.
Ciekawe gdzie ten klient? Pryma aprilis?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33